113 kadrów. Aloha i fotograf Terminator !

Był piękny letni dzień, idealny na ślub… ten wpis zacznie się trochę inaczej. Zanim opowiem Wam o ślubie Kasi i Kuby usłyszycie historię o pewnym wypadku.
Dystans z Warszawy do Pisza nie jest wielki. W słoneczny dzień ze sporym zapasem czasu wyjechałem spod domu aby dojechać do hotelu na Mazurach, spokojnie się przebrać, zjeść i ruszyć do pracy. Plan perfekcyjny. Samochód umyty i zatankowany pod korek. 200 km spokojnej jazdy, przyjazd zaplanowany z 3 godzinnym zapasem czasu. Plan zdjęciowy – 2 dni na mazurach ze świetnymi ludźmi. Ślub Kasi i Kuby. Teraz pamiętam, że rano moja żona opowiedziała mi swój dziwny sen, o tym że mój Fiat był w warsztacie i ja nie mogłem gdzieś pojechać i cała taka dziwne senna otoczka. Nawet na to nie zwróciłem uwagi, choć jak każdy facet udawałem że słucham :)

Przejechałem spokojnie 140 km. Dojeżdżać do Łomży w lusterku zauważyłem Jeepa Grand Cherooke który zaczął wyprzedzać kolumnę samochodów na podwójnej ciągłej, pod górkę. W tym momencie wiedziałem chyba co się stanie bo ja mogłem widzieć dwa sunące z dużą prędkością samochody jadące w przeciwnym kierunku, ona nie. Wyglądało to jakby zaraz za tą górką chciały się wyprzedzać a byłoby to na mojej wysokości. Spokojnie, bez paniki, redukcja, czwórka, 80 km/h. Uważnie patrzyłem na Passata za mną żeby nie wjechał we mnie. Wszystko pod kontrolą, da się tej Pani uratować życie.
Dało się. W ostatnim momencie wskoczyła przede mnie, praktycznie przed mój zderzak, lekko odjechała i nacisnęła hamulec. Zamigotały światła awaryjne, ja zacząłem hamować i zahamowałem na jej haku holowniczym… I tu historia jak w czeskim filmie. Owa szanowna Pani wskakując przede mnie, łamiąc kilka przepisów o ruchu drogowym, zasłaniając mi wszystko swoim autem zobaczyła podobną sytuację którą sama przed chwilą sprowokowała. Przed nią stuknęły się 3 samochody. Jak tu nie wierzyć w wielowątkowy zbieg okoliczności ?
Huk, trzask, na szczęście ja nie jechałem szybko ale jedyne co widzę to klapa Jeepa. Wysiadam drzwiami pasażera i już wiem że dalej nie pojadę. Mój bravolot zanurkował na haku pod Jeep’a. Chłodnica rozlana. W rządku stoi 5 stukniętych aut. Bosko, tylko oni pewnie jechali na weekend nad wodę a ja jechałem na ślub.
Dalszych wspomnień nie mam tak jasnych. Najważniejsze było dla mnie to żeby się nie spóźnić i dojechać na ślub. Pamiętam, że byłem wściekły i non stop patrzyłem na zegarek. Złapałem w ręce tyle ile mogłem udźwignąć, sprzęt, torba z ubraniami, zorganizowałem lawetę. Po godzinie odstawiłem samochód na parking pomocy drogowej w Łomży. Zapłaciłem chłopakom z tego warsztatu za podwózkę do Pisza.
Jechaliśmy na “sygnale” :) przebrałem się w Transicie. Z samochodu zadzwoniłem do Kasi, że będę na czas. Wysiadłem pod hotelem gdzie miały zacząć się przygotowania. Musiałem pstryknąć palcami, wyłączyć się, zapomnieć o wypadku i skupić się na pracy. Jedyne moje wyjście :)

“Hej, już jestem” – powiedziałem do Kuby który właśnie podjechał pod hotel

Do Warszawy wróciłem lawetą. O 2 w nocy w poniedziałek podstawiłem samochód na parking serwisu. Kupiłem nowy samochód, żeby był “nie bity” :) to teraz już przynajmniej wiem co było w nim robione :)
W nocy Sebastian powiedział mi, że jego żona miała w sobotni poranek przeczucie. Coś złego miało się komuś przytrafić. Chyba zacznę brać pod uwagę te kobiece przeczucia :)

null

Ale do rzeczy, zaraz po tym jak spotkałem Kubę, zacząłem robić zdjęcia. Terminator, Predator, ech :) tak się działa na adrenalinie. Nerwowo odchorowałem to dopiero we wtorek, 40 st gorączki przez 2 dni.
Jestem niezniszczalny :)

Zatem do wglądu cały materiał 113 odbitek. Kasiu i Kubo – bardzo się cieszę, że mogłem być na Waszym ślubie. Aloha!

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

null

Add a comment...

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

Menu